Loading...

Islandia część 2

//Islandia część 2

Islandia część 2

16.06.Następnego dnia rano mamy piękną pogodę, Córa sprawia mi nieziemską radość – dostaję wraz z Grzesiem  zaproszenie na konną przejażdżkę. Owszem jeździłem na koniu 30 lat temu ale kompletnie nic z tego nie pamiętam, w dodatku nigdy nie hasałem w terenie. Z duszą na ramieniu daję się zaprosić. Naszą przewodniczką jest Lorena- świetna instruktorka  pochodząca ze Szwajcarii. Konie islandzkie są chyba najczystszą rasą na świecie, mieszkają na Islandii już od 800 lat, ich charakterystyczną cechą jest nie duży kucykowaty wygląd oraz dwa rodzaje niezwykłego chodu: tölt a także inochód. Najpierw przeprawiamy się przez dość głęboki bród, wychodząc na pięknie złotą plażę – odkrytą właśnie przez  morski odpływ. Teraz pora na jazdę, a właściwie ostrą jazdę bez trzymanki huraaaaaa… galop i wiatr we włosach. Czuję że żyję.

Po galopach wracamy odprowadzić konie,  Wera żegna się z domownikami Tradiru – spędziła tu całą islandzką zimę, wszyscy są bardzo  wzruszeni. Teraz pora ruszać w dalszą drogę. Kierujemy się na północ zgodnie z ruchem wskazówek zegara, co oznacza że podbój Islandii zaczynamy od zwiedzenia okolic parku narodowego Snefellsjkóll. W końcu przyszedł czas na pierwsze zdjęcia. Fotografujemy pierwszy wodospad,  czarną plażę i zjawiskowe skały o śmiesznej nazwie Głowa Trola-choć jak dla mnie bardziej to przypomina jego buty. Szukamy miejsca na nasz pierwszy nocleg, nie jest łatwo bo choć wszędzie pustkowia to też wszędzie płotki i bramki, nie ma gdzie zjechać z głównej drogi żeby powęszyć za dobrym miejscem do spania. Udaje się jednak coś znaleźć, to coś przez duże „C” – 50 metrów od oceanu, miejsce wymarzone na camping bo dodatkowo murkami osłonięte od wiatru

W czasie gdy  szykuję śpiwór do spania,  spotyka mnie niespodzianka – butelka Martini i życzenia od Wery i Grzesia z okazji moich okrągłych urodzin. W prezencie dostaję skromne …bilety na wyjazd do Patagonii, WOW ALE CZAD ! – szykuje się druga wyprawa i to w tym samym roku. Mam ochotę na następne 3 butelki Martini żeby ochłonąć – ale sklepu w pobliżu ni ma, w zasadzie oprócz skał wulkanicznych jak okiem sięgnąć nie ma nic.

By | 2020-02-22T17:03:58+01:00 3 lutego, 2019|FOTO|2 komentarze

2 komentarze

  1. Małgorzata Baranowska 16 lutego 2019 w 12:31 - Odpowiedz

    Jak pech, to pech, ale cyt. klasyka „nie ważne jak się zaczyna, ale jak się kończy” :D. Jarku z Twoich opowiadań wynika, że tworzycie wspaniały team, jest Wam razem dobrze, ufacie sobie, wspieracie się, przyjzanicie, a to na takich wyprawach jest bardzo istotne. Opis jak zwykle swietny, pełen emocji, a cało uzupełniaj Twoje doskonałe fotografie. Ogromna przyjemność dla nas, czytelników Twojego bloga, móc obcowac z Wami. Do następnego spotkania … .

    • jf 17 lutego 2019 w 14:24 - Odpowiedz

      Jak zawsze piękny wpis, wielgachne dzięki. Tak to prawda czuć się dobrze ze sobą to więcej niż połowa sukcesu. Nasz Team ma podzielone zadania i staram się nawzajem uzupełniać . Miło że ci się podobają nasze przygody. Do zobaczenia na szlaku !!!!

Zostaw komentarz

error: Content is protected !!